"Życzenia z góry"
Tysiąc lat się wam przyglądam
i dzisiaj
wam powiem wreszcie,
że wiele widziałem
(patrząc na was z góry),
w tym uroczym
nadbałtyckim mieście.
Dawno temu wasz przodek,
idąc wzdłuż rzeki w borze,
powiedział do swojej białki:
stój stara, dalej tylko morze.
Potem nadeszli jego kuzyni
zarośnięci i w skóry odziani.
Jedni poszli bór wykarczować,
drudzy wzięli się do budowy przystani.
A gdy się już nauczyli pływać,
to następnie zaczęli żeglować.
Wznosili wokół obwarowania
i reduty zaczęli budować.
Szybko też, za sprawą jantaru,
co po burzy wypływał z wody,
nawiązali kontakty handlowe
i poznali inne narody.
Żyli sobie tutaj wesolutko,
oni i pogańskie ich dziewczyny,
aż przyjechał biskup z zagranicy
i urządził im tu piękne chrzciny.
Zbudowali świątynie i domy,
powstał całkiem niebrzydki gród,
mieli także swoich własnych kaprów
i bogacił się szybko ten lud.
Kiedy Columbus odkrywał Stany
tam Indianie gonili bizony,
Gdańsk miał już Kościół Mariacki,
na Motławie cumowały galeony.
Widziałem wśród was ludzi światłych,
ludzi nauki i ludzi kultury,
jeden nowe gwiazdy odkrywał,
inny zaś mierzył temperatury.
Walk i wojen widziałem tu kilka,
widziałem jak walczył brat z bratem,
potem zasłynęliście na świecie
bohaterską obroną Westerplatte.
Gdy po wojnie budowaliście socjalizm
to ofiary ponieśliście bardzo duże,
nagle zaczęliście protestować,
a krzyki słychać było tu na górze.
Więc, żeby uciszyć te wrzaski
powodujące chroniczny ból głowy,
rozpędziłem wam gazy łzawiące
i pobłogosławiłem związek zawodowy.
Jubileusz szybko się zbliżał,
nagroda więc nie mogła być byle jaka.
Najpierw dostaliście "Solidarność",
potem gościliście papieża rodaka.
Nadchodzi drugie tysiąclecie,
więc życzę wam życia w zgodzie.
Budujcie nasz piękny Gdańsk
na lądzie i na wodzie.
Wasz Anioł Stróż ad1997